Obrona Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku – bohaterstwo w pierwszych godzinach II Wojny Światowej
Wolne Miasto Gdańsk -kiedy NSDAP doszło do władzy (1933) to “Wolne” było jedynie z nazwy. Był to twór państwowy utworzony po zakończeniu I Wojny Światowej jako jeden z ustaleń Traktatu Wersalskiego. Zdominowany przez wpływ Niemców, którzy stanowili zdecydowaną większość mieszkańców – Polacy stanowili tylko od 3 do 15%, posiadając jednak swoje firmy czy organizacje. Władze Gdańska, utrudniały jednak wszelkie próby zakładania polskich spółek, przedsiębiorstw. II Rzeczpospolita miała zapewniony dostęp do bezpośredniego eksportu i importu towarów przez port morski, posiadania linii telefonicznej i telegraficznej, była właścicielem kolei na obszarze miasta. Posiadała także własną służbę pocztową.
Początek piekła
Jest lato 1939 roku. Polscy uczniowie po niezwykle upalnym lecie mają wrócić do szkół. Tak się jednak nie dzieje. O 4:00 1 września budynek poczty mieszczący się na Heveliusplatz został odcięty od prądu oraz połączeń telefonicznych. 55 obrońców złożonych z przeszkolonych wojskowo pracowników poczty, jednego kolejarza i nie biorącej udziału w obronie dziewczynka wychowywana przez dozorcę, zostało zaatakowanych ok. godziny 4:40 jako akt jednego z pierwszych konfliktów II Wojny Światowej. Przeciwko około 200 niemców złożonych z członków SS i SA oraz policjantów, uzbrojonych w 3 ciężkie działa oraz 3 samochody pancerne, Polacy bronili się przy użyciu jednego karabinu przeciwpancernego, kilku karabinów maszynowych i samopowtarzalnych, kilkunastu pistoletów i granatów ręcznych.
Według Sztabu Głównego Wojska Polskiego placówka miała utrzymać się przez około 6 godzin, aż do odsieczy wojsk Armii “Pomorze”.Informacja o wycofaniu się wojsk z tego terenu, czy odwołania obrony, nie dotarła. Plan wojsk niemieckich zakładał: wdarcie się przez sąsiadujący budynek Krajowego Urzędu Pracy oraz jednoczesne związanie walką obrońców poprzez front placówki. Pierwszy szturm niemców zakończył się niepowodzeniem, w wyniku pierwszych walk śmiertelne rany odniósł także dowódca ataku – Alfred Heinrich. Ofensywa od strony pobliskiego budynku została również odparta, m.in. poprzez bohaterskie rozerwanie się granatem dowódcy obrony ppor. Konrada Guderskiego.
Kilka godzin później,Niemcy przypuścili kolejny atak wzmocnieni dwoma lekkimi działami kaliber 75mm, jednakże ten też został przez Polaków odparty. Około godziny 15 obrońcom polskiej placówki zostało powierzone ultimatum; jeśli w ciągu 2 godzin nie zawieszą białej flagi, budynek zostanie wysadzony. Przez czas rozpatrywania niemcy minowali ściany budynku, aby o godzinie 17 rozpocząć zmasowany ostrzał wzmocnieni haubicą 105mm. Zmuszając polaków znajdujących się w coraz to gorszej sytuacji, do przejścia do piwnic Poczty Polskiej. Około godzinę później, Niemcy zalewają piwnicę, by ją później podpalić wypychając z wnętrz pozostałych przy życiu obrońców.
Z różnych źródeł, informacje o czasie obrony placówki nieco się od siebie różnią, wahają się między 12 a 14 godzinami nierównej walki, bez szans na zwycięstwo. Pewny jest jednak fakt iż Niemcy popisali się nieposzanowaniem kapitulacji walczących, zabijając niosącego białą flagę zastępcę dowódcy obrony, a także spalając żywcem wychodzącego tuż za nim naczelnika poczty. W ten sposób zakończyła się jedna z pierwszych batalii największego konfliktu zbrojnego w historii świata; spośród 55 obrońców wojnę przeżyło jedynie 4 z nich, oraz dozorczyni. W budynku pracowało przed wojną około 100 osób, a w walkach uczestniczyła nieznacznie ponad połowa – reszta została aresztowana przez gdańskich policjantów i osadzona w obozach.
Pseudo “proces” i masowa egzekucja bohaterów
Tydzień po zakończeniu walk na obecnej ulicy Heweliusza, odbył się pierwszy z dwóch nielegalnych i fikcyjnych “procesów” obrońców zarządzany przez Wojenny Sąd Polowy “Grupy Eberhardta” (drugi odbył się 29 września) które trwały ledwie kilka godzin, skazując wszystkich pozostałych przy życiu 38 obrońców na karę śmierci. Bohaterów stracono potajemnie 5 października na poligonie ćwiczebnym mieszczącym się na gdańskiej Zaspie. Ciała zamordowanych znaleziono dopiero 28.08.1991r., kiedy podczas budowy, robotnicy natknęli się na ich zbiorowy grób. Szczątki obrońców ekshumowano na Cmentarz Ofiar Hitleryzmu na Zaspie, gdzie odbyliśmy służbę sprzątając teren wokół zbiorowej mogiły pomordowanych, oraz inne zapomniane groby. Uroczyście złożyliśmy znicze na grobach obrońców oraz zasłużonego dla harcerstwa w WMG – Alfa Liczmańskiego zamordowanego w filii obozu Stutthof.
Warto było, czy nie warto?
Podobnie jak Powstanie Warszawskie, czy obrona Westerplatte, wśród historyków trwają dywagacje na temat sensu walk o budynek. Bez wątpienia był to czyn bohaterski, jednakże bez jakichkolwiek szans na pomyślność i zwycięstwo. Grupa Armii “Pomorze” nie miała szans na wysłanie odpowiednich jednostek z odsieczą, musząc wycofywać się w głąb kraju. Wszak bitwa graniczna w pierwszych dniach wojny praktycznie całkowicie rozbiła Wojsko Polskie, ukazując niemoc przestarzałej polskiej armii w walce z nowoczesną i przygotowaną do wojny armią III Rzeszy.


